Kredyt denominowany a indeksowany – to nie są kredyty w walucie obcej? I co z tego wynika?

Marek Koenner31 października 2019Komentarze (0)

Taki tekst opublikowałem na stronach wyborcza.biz w lutym 2015 roku – przeczytaj sam i oceń, czy tekst ten stracił na aktualności?

A była to polemika z tekstem prezesa Cezarego Stypułkowskiego (Rzeczpospolita, 30.01.2015 r.)

Po „czarnym czwartku” rozgorzała dyskusja na tematy finansowe i prawne związane z kredytami we franku szwajcarskim.

Jednym z trudniejszych zagadnień okazało się rozróżnienie na:

kredyt denominowany (czyli taki, w którym kwota kredytu podana została we frankach, a wypłata nastąpiła w złotych polskich w kwocie odpowiadającej przeliczeniu z franków) i indeksowany (czyli kwota kredytu jest podana w złotych polskich, zaś w chwili wypłaty jest przeliczana stosownie do podanej kwoty we frankach).  

Prezes Cezary Stypułkowski podał swoją interpretację tychże kredytów pod znamiennym tytułem „O naturze kredytu we frankach” (Rzeczpospolita z 30.01.2015). Mianowicie stwierdził, że:

mechanika udzielania kredytów walutowych sugeruje, że – jakkolwiek trywialne może się wydawać to stwierdzenie – kredytobiorcy we franku zaciągnęli zobowiązanie w walucie obcej, które mogło stwarzać wrażenie zobowiązania zaciągniętego w walucie krajowej (…).

Pomijając ostatni fragment cytowanej wypowiedzi, który skądinąd w świetle wielu orzeczeń Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów może budzić duże zainteresowanie co do jednoznaczności postanowień umowy, chciałbym się odnieść do zasadniczej jej części.

Mianowicie właśnie w uzasadnieniu do wyroku SOKiK w Warszawie z dnia 14 grudnia 2010 r. (XVII AmC 426/09) rozstrzygającym o uznaniu za niedozwolone kilku klauzul we wzorcach umownych stosowanych przez Bank Millenium, Sąd ten stwierdził wprost, że:

kredyt indeksowany kursem waluty obcej jest to kredyt udzielony w walucie polskiej (…).

W konsekwencji Sąd uznał, że klauzule dotyczące indeksacji – zarówno te odnoszące się do salda kredytu, jak i poszczególnych rat – nie określają świadczenia głównego stron, a jedynie sposób wykonania umowy. Gdyż

świadczenie główne kredytobiorcy jest świadczeniem w walucie polskiej, a zostaje jedynie przeliczone na walutę obcą.

Czy z kolei kredyt denominowany należy jednak do kategorii kredytów walutowych. Oznaczałoby to, że został on udzielony w walucie obcej. Przeliczenie zaś na złote polskie miałoby znaczenie wyłącznie techniczne.

Otóż prawo polskie stoi na stanowisku, że zarówno kredyt indeksowany, jak i denominowany, nie są kredytami walutowymi. Wbrew twierdzeniu Pana Prezesa Cezarego Stypułkowskiego.

Zagadnieniem tym zajmowały się już choćby sądy administracyjne w kontekście podatkowym. 

I tak przykładowo w wyroku WSA w Gdańsku z dnia 3 czerwca 2008 r. (I SA/Gd 174/08) wskazano, że:

przyjmuje się, iż kredyt walutowy (dewizowy) – zaciągnięty jest w walucie obcej, spłata kredytu dokonywana jest w walucie obcej i potwierdzenie salda przez bank wyrażone jest w walucie obcej. Z kolei przy kredycie denominowanym (w zależności od nomenklatury stosowanej w różnych bankach bywa on także nazywany walutowym, indeksowanym) kredyt udzielany jest w walucie krajowej, ale w dniu podpisania umowy jego wartość jest przeliczana na walutę obcą według bieżącego kursu. 

Ponadto sąd ten dodał rzecz dla prawnika oczywistą, że:

o tym, czy mamy do czynienia z kredytem walutowym, czy też z kredytem denominowanym rozstrzyga treść umowy, nie należy więc kierować się wyłącznie użytą w umowie nazwą kredytu.

Właśnie dlatego tak ważne dla zrozumienia tego rozróżnienia jest sięgnięcie do art. 65 k.c. mówiącego o wykładni oświadczeń woli. Mianowicie w § 2 tego przepisu mowa jest o tym, że:

w umowach należy raczej badać, jaki był zgodny zamiar stron i cel umowy, aniżeli opierać się na jej dosłownym brzmieniu.

Otóż w tym miejscu pojawia się cała seria pytań. Czy zamiarem stron było jednak sfinansowanie zakupu lub budowy nieruchomości w Polsce, zapłata sprzedawcy, deweloperowi czy firmom budowlanym w złotówkach? Czy ktokolwiek płacił we franku szwajcarskim? 

Odpowiedzi są oczywiste. Chyba nikt z kredytobiorców nie pobierał z banku franków szwajcarskich, żeby następnie rozliczyć się z deweloperem szwajcarskim w walucie kraju jego siedziby?

Przedstawiony pogląd doskonale ilustruje „Rekomendacja Rady Prawa Bankowego przy Związku Banków Polskich w sprawie prawnych aspektów zmiany ustawy Prawo bankowe oraz ustawy o kredycie konsumenckim w zakresie spreadów walutowych” z dnia 6 września 2011 r. 

Rekomendacja ta powstała w związku z wprowadzonymi tzw. ustawą antyspreadową zmianami w prawie bankowym. Otóż wówczas w art. 69 pr. bank. pojawiły się pojęcia „umowy o kredyt denominowany lub indeksowany do waluty innej niż waluta polska” (zauważmy już teraz, że dodatek „do waluty innej niż polska” odnosi się do jednego i drugiego rodzaju umowy). 

Dokument ten zawiera odpowiedzi na liczne wątpliwości banków dotyczące interpretacji przepisów noweli. 

Przykładowo w odpowiedzi na pytanie dotyczące kwestii technicznych pojawiających się na tle nowych uprawnień klientów co do wyboru waluty spłaty oraz sposobu spłaty np. wobec braku obsługi kasowej walut obcych, Rada Prawa Bankowego wskazała, że:

ratio legis ustawy jest umożliwienie dokonywanie spłaty kredytu bezpośrednio w walucie, do której jest denominowany/indeksowany bez wyraźnego, jednoznacznego wskazania formy spłaty (gotówka czy bezgotówkowo). Dotychczas kredyt ten – jako kredyt nie będący kredytem walutowym — był uruchamiany i spłacany w PLN, a zatem przepis ten ma na celu umożliwienie bez dodatkowych ograniczeń prawnych dokonywania spłaty w walucie, do której jest denominowany/indeksowany.

A na pytanie nr 2: „Jaki zakres przedmiotowy obejmuje regulacja ustawy, w szczególności do jakiego typu kredytów bankowych nowe przepisy znajdują zastosowanie (kwestia kredytów denominowanych, indeksowanych i walutowych)?” Rada odpowiada stanowczo:

należy podkreślić, iż ustawa nie znajduje zastosowania w odniesieniu do kredytów walutowych tj. kredytów, w których kredyt jest uruchamiany przez bank i spłacany bezpośrednio w walucie obcej.

W tym samym punkcie Rada słusznie zauważa, że:

przepisy ustawy znajdą zastosowanie w odniesieniu do kredytów denominowanych i indeksowanych do waluty innej niż waluta polska. Ustawodawca w zakresie określenia typów umów kredytowych, do których stosować należy znowelizowane przepisy posłużył się pojęciem nieznanym dotychczasowemu ustawodawstwu jakim jest pojęcie kredytu denominowanego. Dotychczasowe przepisy aktów prawnych oraz m.in. rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego posługiwały się wyłącznie pojęciem kredytu indeksowanego.

Powyższe stanowisko stoi w jaskrawej sprzeczności z argumentacją zaprezentowaną przez Pana Prezesa Cezarego Stypułkowskiego. 

Pojawia się tutaj kolejne ciekawe pytanie dla sądów orzekających w sprawach „frankowiczów”? 

Skoro bowiem Prezes zarządu jednego z największych banków w Polsce nie zna prawnego znaczenia kredytu denominowanego czy indeksowanego (bądź ewentualnie jest stronnikiem interpretacji odmiennej od zarekomendowanej przez Związek Banków Polskich) i zalicza je do kategorii kredytów walutowych, to jak można stawiać zarzut komukolwiek z kredytobiorców co do rozumienia tego „produktu”?

Być może ta nieświadomość prawna wynika z faktu, że jak twierdzi Pan Prezes, w instytucjach przez niego kierowanych, kredyty te nie były udzielane albo po objęciu przez niego  stanowiska były wycofywane z oferty.

I słusznie. Bowiem NBP już w Piśmie z dnia 3 lipca 2002 r. (a zatem kilka lat przed boomem na kredyty denominowane czy indeksowane do franka) zatytułowanym „Ryzyko związane z udzielaniem kredytów w walutach obcych” (NB/BI/PB/022-1/19/02; Pr.Bankowe 2002/9/79) wskazywał, że:

niezabezpieczone ryzyko kursowe dłużnika (np. przychodami w walucie obcej, depozytem walutowym, instrumentami finansowymi) może w sytuacji dużej, skokowej zmiany kursu walutowego spowodować znaczące podrożenie kosztów obsługi długi, zwłaszcza jeśli zmiana taka miałaby trwały charakter. W przypadku takiego scenariusza ryzyko kursowe kredytobiorcy, krystalizujące się w postaci realnych strat z tytułu różnic kursowych, faktycznie przekształca się w ryzyko kredytowe banku. A zatem ryzyko kursowe wpisane w sprzedany przez bank produkt kredytowy i de facto przerzucone na kredytobiorcę może „powrócić” do banku w postaci ryzyka kredytowego.

Dalsza lektura treści tego dokumentu robi duże wrażenie. Jednoznacznie pokazuje, po której stronie relacji bank-klient była wiedza i pełna świadomość zagrożeń, a ile z tej wiedzy zostało udostępnionych klientowi w procedurze „negocjacji” i zawarcia samej umowy kredytowej (to kolejny argument na poparcie tez przedstawionych przez Grzegorza Sroczyńskiego w artykule zatytułowanym: „Wiedzieliście”).

Może jeszcze tylko warto wskazać na wybrane zalecenia NBP dla banków: 

3. ustanowienia wewnętrznych limitów koncentracji na kredyty w walutach obcych i kredyty indeksowane do walut obcych, w szczególności limity na te kredyty, które nie są zabezpieczone odpowiednimi instrumentami ograniczającymi ryzyko kursowe klientów,

4. monitorowania adekwatności zabezpieczania się przez dłużników banku przed ryzykiem wynikającym z ich zadłużenia w walutach obcych i indeksowanego do walut obcych, w tym m.in. analiza wystarczalności „naturalnych” zabezpieczeń, jak przychody w walutach obcych, wpływu charakteru rat (malejące, równe) kredytowych, opcji przewalutowania na wielkość ryzyka kursowego klientów banku,

5. upewniania się, że klienci rozumieją charakter ryzyka, jakie ponoszą w związku z zawieranymi transakcjami,

6. prowadzenia okresowych analiz wpływu hipotetycznych zmian skokowych kursu walutowego złotówki w stosunku do innych walut na zdolność obsługi zaciągniętego w banku długu z tytułu kredytów, pożyczek i innych produktów kredytowych. Analizy te dotyczyć w szczególności powinny dużych kredytobiorców (…).

Ponieważ, jak wskazano w zdaniu ostatnim, analizy te miały dotyczyć głównie „dużych kredytobiorców”, czy zatem należy przyjąć, że co do „małych kredytobiorców” nie jest konieczne dokonywanie wszystkich wskazanych wyżej aktów staranności?

Można bowiem przyjąć już dzisiaj za pewnik, że banki zaniedbały swoje obowiązki (które były doskonale im znane), w zakresie pełnego informowania i, co warte podkreślenia, „upewniania się”, że klienci rozumieją charakter ryzyka.

Ale można też próbować postawić inną, przewrotną tezę: może banki nie informowały o ryzyku dotyczącym samego długu (a nie tylko jego oprocentowania), bo w ogóle to ryzyko nie występuje? Gdyż wysokość długu wcale nie uległa zmianie? 

Kluczową sprawą jest bowiem, czy w świetle zapadłych już orzeczeń polskich sądów i Trybunału Europejskiego UE, dopuszczalne jest twierdzenie, że również wysokość samego długu może ulegać zmianie.

Ciekawie w tym kontekście brzmi fragment jednego z wyroków Sądu Najwyższego (z dnia 24 maja 2012 r., II CSK 429/11; Monitor Prawa Bankowego 9/20-25/2013), dotyczących odrębnych zagadnień niż wyżej omawiane, w którym Sąd ten zauważył, że:

musi być wyjaśnione w sprawie, czemu miało służyć określenie kwoty kredytu we frankach szwajcarskich (..)  oraz, jak się to przekładało na przeliczenia z franka szwajcarskiego w stosunku do złotego w poszczególnych ratach, skoro kurs na przyszłość nie był znany, a co najwyżej mógł być przewidywany. Bank oceniając zdolność kredytową kredytobiorcy musiał to symulacyjnie określić, żeby mieć przekonanie co do realnej możliwości płacenia rat przez powoda.

Definicja kredytu, tak często ostatnio cytowana, wskazuje, że przez umowę kredytu bank zobowiązuje się oddać do dyspozycji kredytobiorcy na czas oznaczony w umowie kwotę środków pieniężnych z przeznaczeniem na ustalony cel, a kredytobiorca zobowiązuje się do korzystania z niej na warunkach określonych w umowie, zwrotu kwoty wykorzystanego kredytu wraz z odsetkami w oznaczonych terminach spłaty oraz zapłaty prowizji od udzielonego kredytu.

Natomiast zasada nominalizmu (art. 358(1) § 1 k.c.) oznacza, że jeżeli przedmiotem zobowiązania od chwili jego powstania jest suma pieniężna, spełnienie świadczenia następuje przez zapłatę sumy nominalnej, chyba że przepisy szczególne stanowią inaczej.

Wobec wykazania, że oba omawiane wyżej rodzaje kredytów nie są kredytami walutowymi, odwołując się do zasady nominalizmu, należy moim zdaniem przyjąć, że „frankowicze” mogą zasadnie twierdzić, że kwota samego długu jest niezmienna, a jej wysokość została ustalona na dzień wypłaty (bądź różne dni, jeżeli kredyt wypłacany był w transzach) zgodnie z klauzulą waloryzacyjną w postaci franka szwajcarskiego na określony moment. 

I nie ma znaczenia, jak twierdzi Pan Prezes Cezary Stypułkowski, ani to czy „mieszkanie to konsumpcja, a nie inwestycja”, ani to, jakich sposobów pozwalających na wyeliminowanie ryzyka walutowego pozwalających „na zapewnienie przez bank finansowania na rynku we frankach (tak zwany hedging naturalny)”, czy źródłem jest „choćby emisja obligacji denominowanych we frankach, emisja obligacji w złotych oraz konwersja tak uzyskanej kwoty na franka w operacjach FX swap czy też krótkie (czytaj o terminie spłaty znacznie krótszym niż czas trwania udzielanego kredytu hipotecznego) kredyty uzyskiwane przez bank we frankach.”

Cała powyższa analiza finansowa nie zmienia charakteru prawnego umowy o kredyt denominowany czy indeksowany. Bowiem jest to umowa w walucie polskiej zwaloryzowanej (w ten czy inny sposób) do waluty Szwajcarii.

A jak mówi stara rzymska paremia pacta sunt servanda, czyli umów należy dotrzymywać.

Jak widzisz, temat zainteresował mnie w tym krytycznym momencie, kiedy frank mocno podrożał. Sądzę, że miałem wówczas sporo racji.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 537 404 455e-mail: frankowicze@kancelaria-koenner.pl

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Wyrażając swoją opinię w powyższym formularzu wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Kancelaria Radcy Prawnego Marek Koenner Twoich danych osobowych w celach ekspozycji treści komentarza zgodnie z zasadami ochrony danych osobowych wyrażonymi w Polityce Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Kancelaria Radcy Prawnego Marek Koenner z siedzibą w Gdyni.

Kontakt z Administratorem jest możliwy pod adresem frankowicze@kancelaria-koenner.pl.

Pozostałe informacje dotyczące ochrony Twoich danych osobowych w tym w szczególności prawo dostępu, aktualizacji tych danych, ograniczenia przetwarzania, przenoszenia danych oraz wniesienia sprzeciwu na dalsze ich przetwarzanie znajdują się w tutejszej Polityce Prywatności. W sprawach spornych przysługuje Tobie prawo wniesienia skargi do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Poprzedni wpis:

Następny wpis: