Frankowicz w dobie koronawirusa

Marek Koenner18 maja 2020Komentarze (0)

Czas biegnie nieubłaganie. I choć wydawałoby się, że sytuacja frankowiczów po korzystnych wyrokach TSUE już nie może się zmienić na lepszą, to każdy miesiąc przynosi nowe problemy i też ich rozwiązania.

W międzyczasie dotarł do nas ten straszny wirus SARS CoV-2 i kurs franka też się nieco zmienił.

 

Wciąż aktualne jest więc pytanie: czy teraz jest dobry czas na walkę w sądzie?

Żeby jednak odpowiedzieć na to podstawowe pytanie, musimy zadać sobie kilka innych. Jak sądzę, też sobie je zadajesz.

 

  1. Płacić czy nie płacić rat kredytu?

Oczywiście jedną z najważniejszych zasad w prawie cywilnym jest zasada pacta sunt servanda, czyli umów należy dotrzymywać.

Od każdej zasady przewidziano jednak wyjątki.

Możemy tu mówić o kilku argumentach, które przemawiają za niepłaceniem:

I. według naszych wyliczeń, wskutek nieobowiązywania klauzul abuzywnych w umowach frankowych, doszło do nadpłaty i po prostu bankowi już nic się nie należy;

II. kredyt od początku był nieważny, a zatem dokonywanie wpłat nie opiera się na ważnej podstawie prawnej i stanowi świadczenie nienależne;

III. chcemy zmusić bank do pozwania nas w procesie – jako element przyjętej taktyki procesowej.

Ten ostatni punkt rodzi największe kontrowersje. Wydaje się, że nie powinniśmy wyłącznie na nim opierać naszej decyzji o zaprzestaniu spłaty rat. Umowa wciąż wiąże i jeżeli nie doszło do nadpłaty, powinniśmy wykonywać umowę, którą przecież dobrowolnie zawarliśmy.

  1. Co się stanie, jak przestaniemy płacić raty?

To prawdopodobnie najprostsze pytanie, bo wiemy, że wówczas bank wypowie nam kredyt. Oczywiście musi minąć określony w umowie okres wypowiedzenia.

Po wypowiedzeniu bank zażąda od nas natychmiastowej wypłaty całości, czyli wyśle do nas wezwanie do zapłaty.

Między wypowiedzeniem a wezwaniem do zapłaty może jeszcze podjąć próbę rozmowy na temat powrotu do spłat. Być może również padnie propozycja restrukturyzacji długu. Trzeba w toku tych negocjacji zachować czujność.

Niedawno moja Klientka dopytywała się, czy zawiesić kredyt w związku z koronawirusem?

Co się okazało? Zaproponowany aneks zawierał takie postanowienia, które może nie pozbywały jej prawa dochodzenia swoich ewentualnych roszczeń wynikających z tego, że pierwotna umowa zawierała klauzule niedozwolone, ale z pewnością znacznie utrudniłyby jej dochodzenie praw.

Mijają kolejne miesiące (najczęściej około 4 do 8 miesięcy) od chwili zaprzestania spłat i bank kieruje pozew do sądu. Otrzymamy go, w zależności od sytuacji w danym sądzie (pamiętajmy, że zaległości przez koronawirusa raczej się nie zmniejszą), po następnych przykładowo 2 miesiącach.

Jeżeli więc zaprzestaniemy spłaty, musimy podjąć się obrony, czyli odpowiedzieć na pozew dopiero po około 8-12 miesiącach od chwili zaprzestania spłaty kredytu.

[Na marginesie: prawie zawsze też możemy wrócić do spłacania, jeżeli uda nam się porozumieć z bankiem – a będzie to możliwe po spłacie zaległości. Niemniej wówczas na pewno znowu zostanie nam zaproponowany aneks, jak zawsze, korzystny dla banku i raczej w tej sytuacji nienegocjowalny.]

  1. A czy sąd może zatrzymać spłatę rat?

No właśnie, trafiamy ostatecznie przed sąd i czy wtedy możemy złożyć wniosek o to, żeby sąd postanowił zawiesić spłatę rat?

Powoli takie postanowienia zaczynają się pojawiać. Odbywa się to w drodze zabezpieczenia roszczenia.

Wyjaśnijmy jednak, że jest to możliwe co do zasady w tych sprawach, w których to my pozwaliśmy bank. Nie ma też oczywiście gwarancji, że sąd takie postanowienie wyda.

Z kolei w sprawach, w których bank pozwał nas, ten problem nie występuje, bowiem bank nie może nas zmusić do spłaty rat dopóki nie wygra sprawy i sąd zasądzi od nas kwotę kredytu.

  1. Czy będziemy musieli nagle spłacić całość kredytu?

Idźmy zatem dalej. Załóżmy, że jednak przegrywamy sprawę, którą wytoczył nam bank, i co wtedy? Nagle mamy do spłaty kilkaset tysięcy i co teraz? Czy bank zabierze nam nasze mieszkanie lub dom?

To może po kolei.

Powiedzieliśmy już sobie wcześniej, że od chwili zaprzestania spłat, minie co najmniej kilka miesięcy do czasu, gdy otrzymamy z sądu pozew, na który musimy przygotować odpowiedź.

Zaczyna się wówczas proces, który (jeżeli nie popełnimy jakiegoś błędu formalnego) potrwa kilka lat(!).

Bo dopiero wyrok sądu II instancji stanowi podstawę do wszczęcia postępowania egzekucyjnego.

Samo postępowanie egzekucyjne prowadzone zasadniczo przez komornika również może toczyć się od kilku miesięcy do kilku lat. Najdłużej w praktyce trwa właśnie egzekucja z nieruchomości. Najszybciej zajęte będzie konto w banku.

[Na marginesie: nie ma czegoś takiego jak windykacja pozasądowa! Nikt nie może zabrać nam niczego, zająć konta, ściągnąć środków z wynagrodzenia za pracę itd. – bez orzeczenia sądu!]

Dla jasności:

powyższe wyjaśnienia nie są zachętą do zaprzestania spłat, obstrukcji procesowej czy nielegalnego przeszkadzania komornikowi w wykonywaniu jego obowiązków. Chodzi wyłącznie o świadomość własnych praw i świadomość co do ścieżki ich realizacji.

Dodajmy na koniec:

jeżeli nawet przegramy (a mało prawdopodobne wydaje się – wobec obecnie przeważającego orzecznictwa – żeby dotyczyło to całości kredytu), to i tak sąd może rozłożyć zasądzone na rzecz banku świadczenie na raty! Czyli de facto wrócimy do punktu wyjścia. Dojdą też odsetki i koszty procesu. Ale co do żądania głównego nie może ono ulec zwiększeniu wobec tego, co jesteśmy winni bankowi obecnie.

Do tego oczywiście dochodzi w takiej sytuacji ryzyko kursowe – ale tego ryzyka w ogóle nie jesteśmy w stanie ocenić.

Podsumujmy powyższą odpowiedź.

Nic nie stanie się wcześniej niż po kilku latach. Czy to od zaprzestania spłat przez nas czy od pozwania przez nas banku.

Bilans ewentualnych zysków i strat (których nie jesteśmy w stanie przewidzieć) i ryzyko z tym związane powinniśmy jednak przeprowadzić zanim zaczniemy walkę z bankiem.

  1. A co, jeżeli sąd unieważni umowę, i czy wtedy będę musiał nagle zapłacić całość kredytu?

Powyżej omówiliśmy sytuację, gdy przegrywamy proces wytoczony nam przez bank – w całości lub w większej części (bo nie zapominajmy – można częściowo wygrać i częściowo przegrać).

A co, jeżeli wygramy? Czyli w sumie powinniśmy być bardzo zadowoleni, bo sąd „unieważnił” naszą umowę? Racja była po naszej stronie.

Sądy co raz częściej decydują właśnie o „unieważnianiu” umów frankowych.

Czy jednak w takim wypadku nie istnieje ryzyko, że nagle musimy bankowi oddać wszystko, co do tej pory otrzymaliśmy?

Przede wszystkim zauważmy, że my przecież przez te wszystkie lata dokonywaliśmy spłat. Zatem albo powstała nadpłata albo ewentualnie już znacznie niższa niedopłata.

 

Ale jeżeli sąd stwierdza nieważność umowy, to uznaje się, że powstają dwa osobne roszczenia: jedne banku wobec nas, a drugie nasze wobec banku.

Należy wtedy rozróżnić dwie sytuacje.

I.  Jeżeli zatem to my pozwaliśmy bank, to sąd powinien zasądzić od banku kwotę zwrotu wszystkiego, co do tej pory wpłaciliśmy.

Natomiast co do tego, czy bankowi przysługuje roszczenie wobec nas, toczy się szeroka dyskusja. No i bank może podnieść zarzut potrącenia.

Jak to będzie wyglądało w orzecznictwie, praktyka sądów pokaże.

II. Jeżeli natomiast to bank nas pozywa, to wówczas sąd może zasądzić na rzecz banku kwotę tego, co nam wypłacił – oczywiście bez żadnych przeliczników, tylko czystą kwotę udzielonego kredytu w PLN.

Wówczas przysługuje nam roszczenie wobec banku o zwrot tego, co my wpłaciliśmy przez wszystkie lata.

Wskazane byłoby podniesienie zarzutu potrącenia co do naszych żądań wobec banku. Jeżeli to się nie uda, to konieczne będzie dochodzenie tej kwoty w osobnym procesie. Który znowu może potrwać kilka lat.

Powyższy opis odpowiada tzw. teorii dwóch kondykcji w zakresie świadczeń nienależnych.

Praktyka w tym zakresie dopiero się wypracowuje.

 

Ugoda?

A może być też tak, że w sytuacji, gdy przewidywany wyrok – bo w sprawach frankowych sąd ma obowiązek pytać konsumenta o zdanie – będzie właściwie prawie pewny, bank rozważy jednak zawarcie ugody. Póki co to mrzonka. Ale nigdy nie wiadomo, jakie będzie podejście banków za 2-3 lata, po setkach przegranych spraw.

 

Podsumowanie

Ostatecznie podsumowując powyższe: wszelkie procedury toczą się latami i trwają wystarczająco długo, by nie zaprzątać sobie głowy rozważaniami, że jeżeli przestaniemy spłacać raty kredytu, na drugi dzień zapuka do nas komornik i każe nam się wyprowadzić.

Nie oznacza to, że nie należy przeprowadzić analizy zysków i strat.

Obecnie orzecznictwo jest korzystne dla frankowiczów. I oby tak zostało.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 537 404 455e-mail: frankowicze@kancelaria-koenner.pl

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Wyrażając swoją opinię w powyższym formularzu wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Kancelaria Radcy Prawnego Marek Koenner Twoich danych osobowych w celach ekspozycji treści komentarza zgodnie z zasadami ochrony danych osobowych wyrażonymi w Polityce Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Kancelaria Radcy Prawnego Marek Koenner z siedzibą w Gdyni.

Kontakt z Administratorem jest możliwy pod adresem frankowicze@kancelaria-koenner.pl.

Pozostałe informacje dotyczące ochrony Twoich danych osobowych w tym w szczególności prawo dostępu, aktualizacji tych danych, ograniczenia przetwarzania, przenoszenia danych oraz wniesienia sprzeciwu na dalsze ich przetwarzanie znajdują się w tutejszej Polityce Prywatności. W sprawach spornych przysługuje Tobie prawo wniesienia skargi do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Poprzedni wpis: